Największe przekręty w Tour de France

 

Tour de France to najstarszy z obecnie rozgrywanych i jeden z najbardziej prestiżowych wyścigów kolarskich na świecie. Podczas trzech tygodni rywalizacji kolarze szosowi walczą nie tylko o medale i prestiż, ale też o wysokie nagrody finansowe. Każdy zawodnik robi wszystko co w jego mocy, aby wygrać, nie zawsze uczciwie a oszustwa wychodziły na jaw już w pierwszych latach rozgrywania wyścigu.

A może by tak… podjechać pociągiem?

Już w 1904 roku, w drugiej edycji Tour de France czterech zawodników postanowiło ułatwić sobie sprawę i zapewnić sobie zwycięstwo bez zbędnego wysiłku. Etapy wyścigu łączyły wtedy największe francuskie miasta, dlatego sportowcy, w tym zwycięzca pierwszej edycji, wpadli na pomysł pokonania większości trasy pociągiem. Podczas każdego etapu dojeżdżali rowerem jedynie do najbliższej stacji kolejowej, wsiadali w pociąg, wysiadali na stacji najbliższej mety i jechali rowerem na metę. Kilka miesięcy później przekręt wyszedł jednak na jaw. Cała czwórka została zdyskwalifikowana a zwycięzcą ogłoszony został 20-letni Henri Cornet, który do dzisiaj jest najmłodszym triumfatorem tego wyścigu.

Butelki z rtęcią lub ołowiem

Najtrudniejsze etapy Tour de France to często te, które prowadzą po górzystych terenach Alp i Pirenejów. Liczy się tam nie tylko niesamowita wydolność pozwalająca na szybkie pokonywanie podjazdów, ale też umiejętność szybkich zjazdów. Jean Robic, zwycięzca wyścigu w 1947 roku, pierwszej edycji po II Wojnie Światowej, po pokonaniu każdego podjazdu, dostawał od członków swojego zespołu butelkę. Jak zapewniali, była to butelka z wodą, ponieważ po trudnym fragmencie sportowiec potrzebował uzupełnić płyny. Dopiero później okazało się, że w rzeczywistości butelka zawierała ciężki ołów albo rtęć. Większa waga pozwalała na szybszy zjazd, a na dole zawodnik wyrzucał butelkę.

Kolarze na dopingu

Tour de France od wielu lat kojarzony jest z aferami dopingowymi. Pierwszy raz o dopingu w postaci narkotyków zrobiło się głośno w 1967 roku. Jeden z kolarzy, Tom Simpson zmarł na trasie wyścigu, a sekcja zwłok wykazała, że przyczyną był zawał serca, spowodowany nadużyciem amfetaminy.

Afery dopingowe na dobre zaczęły wybuchać jednak dopiero w latach 90. Najbardziej skandalicznym rokiem był 1998. Zaczęło się od aresztowania Willy’ego Voeta, lekarza drużyny Festina, którego oskarżono za posiadanie nielegalnych recept na erytropoetynę (EPO), hormon wzrostu, testosteron, amfetaminę i inne narkotyki. Wkrótce okazało się, że doping jest powszechny w świecie kolarskim, ale dotychczas był rzadko wykrywany. Niezapowiedziane kontrole w hotelach i autobusach drużyn kolarskich doprowadziły do wykrycia dopingu i wykluczenia wielu drużyn i zawodników i w rezultacie wyścig w tym roku ukończyło tylko 111 sportowców.

Najbardziej znanym kolarzem przyłapanym na dopingu jest Lance Armstrong, który 7-krotnie przybywał na metę Tour de France jako pierwszy – co roku od 1999 r. do 2005 r. Podejrzenia o stosowanie przez niego dopingu pojawiły się już w 2001 r. a potwierdzone zostały w 2012 r. Sportowiec został pozbawiony wszystkich tytułów zdobytych od 1998 r. i dożywotnio zdyskwalifikowany. Rok później przyznał się do stosowania EPO, kortyzonu, testosteronu, hormonu wzrostu i transfuzji krwi.

Rowery na dopingu?

W ostatnich latach coraz częściej pojawiają się podejrzenia o stosowanie „dopingu technologicznego”, jakim ma być montowanie w ramie roweru małego silnika elektrycznego. Dotychczas oszustwa takie wykryto u kilku kolarzy w innych wyścigach a Międzynarodowa Unia Kolarska podczas Tour de France każdego dnia wyścigu wyrywkowo sprawdza rowery w poszukiwaniu niedozwolonego dopingu. Czy doczekamy się kolejnych afer? Czas pokaże.